poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 23

Witajcie.
Oto kolejny rozdział. Miałam z nim problem, bo niby wiedziałam co miało się w nim znaleźć, ale coś mi nie pasowało. Dlatego też dodaję go dopiero dzisiaj, a nie wczoraj. Mam jednak nadzieję, że wam się spodoba, bo chyba nie wyszedł znowu, aż tak bardzo strasznie. :d
Postanowiłam, że spróbuję się sprężyć i zakończyć to opowiadanie w 25 rozdziałach i epilogu. Żeby fajna liczba była.
A co do kolejnego opowiadania to przeważa trójka, czyli Harry, Zayn i Niall w trójkącie. Tak, więc chyba za nie się zabiorę. I przepraszam wszystkich, który głosowali inaczej. Cóż demokracja. :D
Ah i zapomniałabym. Strasznie dziękuję za miłe słowa. Naprawdę są podbudowujące i może jestem dziwna, ale zawsze przed pisaniem rozdziału czytam sobie wasze komentarze :d

Następne tygodnie mijały powoli i nie były dla mnie niczym przyjemnym. Starałem się jak mogłem, by unikać Zayn’a, a co za tym szło chłopaków również. Nie było to jednak takie proste zważywszy na fakt, że prawie na każdej przerwie, gdy schodziłem po schodach, mijałem ich na półpiętrze w miejscu gdzie zawsze spędzali czas. Wymienialiśmy między sobą krótkie cześć i tyle. Jakbyśmy się prawie w ogóle nie znali. Była to tylko i wyłącznie moja wina, bo ja sam doprowadziłem do takiego stanu. Z początku zachowywali się normalnie i podchodzili do mnie na korytarzu, ale ja za każdym razem po kilku sekundowej wymianie zdań, odchodziłem od nich tłumacząc się sprawą do załatwianie. Po szkole też wymigiwałem się ze wspólnych wypadów na miasto czy do klubów, zwalając wszystko na naukę, bo w końcu byłem w klasie maturalnej. Jednak nie uśmiechało mi się to, bo po kilku dniach zaczęło mi ich brakować. Głupot jakie gadał Lou, zaczepek Hazzy czy śmiechu Liam’a. Brakowało mi tych głupków, ale nie do końca swobodnie czułem się w towarzystwie Malik’a, więc postanowiłem usunąć się w cień. Za każdym razem, gdy mijaliśmy się na korytarzach czułem na sobie jego wzrok. Kilka razy odważyłem się na zerknięcie na niego, wtedy nasze oczy się spotykały i nieraz widziałem w nich tęsknotę, żal i pragnienie, a nieraz nic. Całkowitą pustkę, no chyba, że pojawiało się w nich coś na wzór obojętności. Te spotkania z Malik'eim na korytarzu wystarczyły, by mnie to przerosło. Dlatego pozwalałem sobie tylko na obserwowanie ich z daleka, wieczorne pisanie lub dzwonienie. Każdy z nich po sto razy próbował mnie przekonywać, żebym nie zachowywał się jak dzieciak i nie unikał ich tylko dlatego, że nam nie wyszło. Nie zmuszali mnie do niczego i pozwolili dokonać wyboru, a ja wybrałem odsunięcie się od nich na jakiś czas. Nie wytrzymałbym w towarzystwie Zayn’a i nie potrafiłbym zapomnieć o tym co między nami było. Poza tym nie chciałem. To była część naszej historii i nie żałowałem niczego co przeżyłem z Zayn'em. Jedne co bym zmienił to zakończenie. Nie mogłem też kazać wybierać chłopakom z kim chcą się teraz przyjaźnić, bo to byłoby nie sprawiedliwe. To była nasza sprawa, a to jak ją rozwiązaliśmy nie powinno mieć na nikogo innego wpływu. Jednak miało. Często widziałem ich zawiedziony spojrzenia, że nie zmieniłem zdania. Bo ile można walczyć o kogoś, kto nie zamierza się zmieniać. Oni też w końcu odpuścili i dali mi wolną rękę. Wiedziałem, że brakował im mnie, jednak nie byłem na tyle silny by coś z tym zrobić. Nie pomagał też fakt, że Zayn najwyraźniej w przerwie pomiędzy udawaniem zasmuconego tym co się z nami stało, wrócił do swojego starego życia. Gdy przechodziłem obok grupki dziewczyn, słyszałem jak jedna z nich chwaliła się jak to Zayn świetnie całuje. Cholera… Wiem to!
Jednego razu podczas wieczornych rozmów telefonicznych z Lou, przyjaciel wybuchnął. Na początku rozmawialiśmy ogólnie co tam u niego słychać, jak w szkole, czy są jakieś fajne dziewczyny, ale on zmienił temat.
- Cholera Niall, co ty odwalasz? – zapytał ni z  tego ni z owego.
 - Co? Pytam, czy już którąś zaliczyłeś, bo nie wierzę że nie. – zaśmiałem się krótko. Louis Tomlinson mógłby przepuścić jakąś napaloną studentkę obojętnie. Nie, no pewno nie.
- Nie o to mi chodzi. Co ty odwalasz z Zayn’em. Zachowujecie się jak niedorozwinięte dzieciaki. – powiedział ostro. Było słychać, że jest już całym tym zamieszaniem zmęczony. – Wyjaśnijcie sobie to w końcu. Prześpijcie się na zgodę i po kłopocie. – pewnie wywrócił oczami, wyrzucając ręce w górę.
- To nie jest taki proste Lou. – westchnąłem.
 - Jest proste. Podchodzisz do niego i mówisz: „ Stary chyba musimy pogadać.” , albo chociaż go nie unikasz to może on ruszy łepetyną i mnie posłucha. Bo nie myśl sobie, że go nie dorwę. Cholerne dzieciaki.
- Łotwo ci powiedzieć! – uniosłem się trochę. – To nie ciebie dotyczy! W ogóle po co się wtrącasz? Nie twoja sprawa. – krzyknąłem. Miałem ochotę się rozłączyć, ale sądzę, że to i tak nie rozwiązałoby problemu. Lou nie miałby zahamowań by przyjść do mnie w środku nocy i jasno do zrozumienia dać mi, że zachowuję się jak gówniarz.
- Nie dotyczy?! Moich dwóch przyjaciół się do siebie nie odzywa, przez co z jednym utrzymuję kontakt przez telefon niczym zakochana nastolatka z taniego dramatu. Trzeba był wcześniej pomyśleć co będzie z wami jak pojawią się problemy w raju, a nie od razu bawić się w związek. Boże wy macie po dziewiętnaście lat. Po cholerę wam to był. Trzeba było się pieprzyć, bez zbędnego gadania jak bardzo się kochacie, bez żadnych obietnic. Gwarantuję ci, że byłoby tak samo gorąco. A może i bardziej. – zaśmiał się lekko, jednak jego wypowiedź nadal była utrzymana w ostrym tonie. – Jesteście największymi egoistycznymi sukinsynami jakie znam. Zachciało się wam szczęśliwego związku. – prychnął. Miał rację, żadne z nas nie przewidział co stanie się z naszą paczką, gdy nas związek się rozpadnie, a prędzej czy później musiałoby to nadejść. Przecież nastoletnia miłość nie może trwać wiecznie.
 Wziąłem sobie słowa Lou do serca i postanowiłem dorosnąć. Przestać zachowywać się jak totalnie niezrównoważony emocjonalnie chłopak, który nie może pogodzić się z rozstaniem. Przecież nie mogę całe życie uciekać przed Zayn’em. Co z tego, że ta sprawa nadal była dla mnie świeża. Co z tego, że nadal skręcało mnie w środku, gdy widziałem Malik’a. Musiałem udowodnić im, że mam jaja potrafię ruszyć do przodu. Nie ważne, że niekoniecznie tego chciałem. Gdzieś tam w środku miałem nadzieję, że może jednak wszystko się ułoży i znowu będziemy razem. Jasne, to ja zerwałem, ale to on dał mi do tego powód, a ja żałowałem i nie byłem pewny czy mogę powiedzieć to samo o nim.
 Kulturalnie odmówiłem zjedzenia wspólnego posiłku ze znajomymi z drużyny. Adien spojrzał na mnie zaciekawiony, bo od czasu mojego zerwania z Zayn’em, praktycznie całe przerwy spędzałem właśnie z nim. Szybko wytłumaczyłem mu o co chodzi, jednak nie wyglądał na zadowolonego. W jakiś tam sposób liczyłem się z jego zdaniem, bo był cały czas ze mną i zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, ale tym razem nie zamierzałem go słuchać. Jasne, że chłopcy też chcieli jakoś pomóc, ale odrzucałem ich w obawie, że mogą mnie uznać za żałosnego geja. Przecież nie powinienem tego tak przeżywać. Zachowywałem się gorzej niż baba. Powinienem ruszyć dalej i zapomnieć o tym co było między nami. I tak też udawałem. Mówiłem im, że Malik to dla mnie przeszłość, a nie widuję się z nim tylko dlatego, że jestem na niego zły za to, że wygadał się moim rodzicom. W rzeczywistości to było kompletną bzdurą, bo wcale o nim nie zapomniałem i wcale nie byłem na niego zły. Już mu wybaczyłem, bo miał rację. Byłem cholernym tchórzem. Bałem się przyznać przed własnymi rodzicami, że pociągają mnie mężczyźni. On się przyznał niemalże od razu. Tak czy siak była to dobra wymówka.
Pożegnałem się ze sportowcami i ruszyłem z tacką wypełnioną jedzeniem do stolika przyjaciół. Na szczęście siedzieli przy nim tylko Liam i Hazz.
- Wolne? – zapytałem, zatrzymując się za plecami Liam’a. Ten na dźwięk mojego głosu, machinalnie obrócił głowę w moją stronę. Jego usta rozciągały się w szerokim uśmiechu ulgi i zadowolenia.
- Jeszcze się głupio pytasz. – zabrał z krzesła obok torbę i zrobił mi miejsce. Ulżyło mi, że przyjęli mnie tak, jakby między nami nie było dwóch tygodni unikania się.
- Ej! Li! – zawołał oburzony Harry. – Mógłbyś chociaż poudawać, że wcale nie czekamy, aż w końcu ruszy swoją szanowną dupę i zaszczyci nas swoim towarzystwem. Mógłbyś być bardziej asertywny. – mówił co chwilę wsadzając sobie do buzi kolejne frytki i dosyć obrzydliwy sposób je przeżuwając.
- Och zamknij się Hazz. – skomentował przyjaciel i gestem ręki kazał mu się uciszyć. Loczek  wydął obrażony usta i zajął się swoim posiłkiem, a ja nie mogłem powstrzymać lekkiego uśmiechu.
- Pan Niall… - nie dokończył Liam, bo zjawiła się szkolna piękność i skradła mu buziaka na przywitanie. Chłopak uśmiechnął się lekko, zawstydzony. Na tyle ile znałem Liam’a osobiście i z obserwacji, to nie widziałem nigdy, by kiedykolwiek jakaś dziewczyna sprawiała, że się czerwienił.
- O nie. – jęknął Hazz. – Teraz będą słodcy do porzygania.- przewrócił oczami.
- Też miło cię wiedzieć. – wyszczerzyła się dziewczyna, rzucając w niego frytką, którą zwinęła z talerza Payne’a.
- No ej.- wyraził swoje niezadowolenie Harry. Nie dziwię się nikt nie miał prawa niszczyć jego fryzury, a ta frytka jego lokach nie wyglądała apetycznie. Wszyscy w trójkę wybuchliśmy śmiechem, widząc złego Loczka.
Danielle zajęła miejsce z drugiej strony swojego chłopaka i uśmiechnęła się do niego słodko, jakby myślała, że przez to nie zwróci uwagi, że znika porcja z jego tacki.
Dziewczyna musiała mu nieźle zawrócić w głowie, bo byli już ze sobą coś koło miesiąca, a i tak nie wyglądali na znudzonych, a wręcz na zakochanych. Kolejnym argumentem na to, że dziewczyna nie była tylko kolejną zabawką Liam’a, był fakt, że jeszcze ze sobą nie spali. Mówił, że nie chce jej do niczego zmuszać i ma wyjść to samo z siebie. Cieszyłem się, że w końcu dojrzał, bo kto wie może będzie miał dobry wpływ na resztę i też dojrzeją?
- Jak tam w drużynie? – nachyliła się moją stronę. – Liam mówił, że jesteś całkiem dobry. – uśmiechnęła się spoglądając na swojego chłopaka.
- Cóż… To chyba nie mi oceniać, ale chłopcy z drużyny się nie skarżą. – zaśmiałem się. Jakoś nigdy nie potrafiłem powiedzieć komuś „ Tak potrafię dobrze grać w piłkę” lub „ Tak, ładnie śpiewam”. Zawsze uważałem, że pewnie moje umiejętności to nic takiego i że jest wiele więcej osób, które potrafią robić to o wiele lepiej, dlatego starałem się zazwyczaj odpowiadać wymijająco.
- Słyszałam, że w przyszłym tygodniu macie pierwszy mecz. Na pewno wpadniemy. – zarzuciła blondynowi rękę na ramię i uśmiechnęła się szeroko. Przytaknąłem i wdałem się w dalszą rozmowę z parą. Muszę przyznać, że Liam znalazł sobie świetną dziewczynę. Ładna, miła, potrafi żartować i lubi się droczyć z Harry’m, do to tego zna się na piłce nożnej. Idealna.
W czasie, gdy my w skupienie omawialiśmy kolejny mecz, Harry siedział i znudzony bawił się widelcem w resztce surówki.
 - O nareszcie będzie można pogadać z kimś na normalne tematy. – ucieszył się najmłodszy przyjaciel, a moje oczy automatycznie skierowały się w stronę, w którą patrzył zadowolony Loczek.
 Z szelmowskim uśmiechem na ustach i dłońmi schowanymi w kieszenie spodni szedł Zayn. W mojej głowie  wszystko wyglądało jak w jakimś tandetnym filmie. Zwolnione tempo, głupia muzyczka, jeszcze tylko brakowało, żeby jakaś dziewczyna do niego podbiegła i rzuciła mu się na szyję, on zacząłby ją całować, patrząc mi prosto w oczy, by uświadomić co straciłem. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i Zayn spokojnie do nas podszedł.
 - Cześć.. – powiedział radosnym tonem. – wam. – dodał nieco zaskoczony moim widokiem, marszcząc czoło, jakby się nad czymś zastanawiał. Chłopcy i Dan przywitali się z nim, jednak dla mnie nie miało to znaczenia. Siedziałem jak ten kołek na krześle i nie mogłem oderwać wzroku od jego brązowych tęczówek. Świat jakby na moment przestał istnieć, i byłem tylko ja i Zayn. Ja wpatrywałem się w jego oczy, a on patrzył na mnie. Tylko na mnie, lekko przygryzając dolną wargę jak to miał w zwyczaju gdy się denerwował lub próbował kogoś uwieść. Nie mogłem dojść do tego co jest przyczyną, że teraz to robi. Ale działało. Zrobiło mi się gorąco i mimo, że chciałem przerwać ten kontakt wzrokowy nie mogłem, bo czułem się jak zahipnotyzowany.  Po chwilie, która dla mnie była wiecznością i mogłaby się nie kończyć, zostałem sprowadzony na ziemię, bo Malik jak gdyby nigdy nic, usiadł obok Hazzy i zarzucił mu rękę na ramię, przytulając go niezgrabnie.
- Gadałem przed chwilą z Lou i powiedział, że ostatnie wykłady ma przeniesione i spokojnie zdąży do tego klubu. – powiedział patrząc na przyjaciół, zupełnie ignorując moje towarzystwo. Zupełnie jakby mnie tam nie było.
 - To świetnie. Nie mogę się już doczekać. – pisnął podekscytowany Styles. Nie miałem świeżych informacji i nie mogłem być do końca pewien, ale słyszałem od Harry’ego, że znowu mają propozycję wystąpienie w Aequalitas. Ostatnio ich występ przypadł do gustu szczególnie żeńskiej części widowni.
 - Taa ja też. – zgodził się Zayn, jednak w jego głosie nie było słychać tak wielkiej radości jak u Harry’ego. Kiedy po raz kolejny na mnie spojrzał, poczułem się taki mały, bezbronny.
 - Niall pójdziesz z nami, co nie? – zapytał Liam, obracając się w moją stronę.
- Ostatnio cię nie było to nie możesz teraz tego przegapić. – dodał Harry. Uśmiechnąłem się lekko, jednak nie odpowiedziałem na ich pytanie. Czekałem na jakiś gest ze strony Malik’a, że on też chce, żebym tam był. Po kilku sekundach czując na sobie już dosyć zdziwione spojrzenia chłopców, przytaknąłem.
 - A teraz muszę już iść. –podniosłem się krzesła. Myślałem, że będzie lepiej, że nie będzie między mną na Zayn'em żadnego spięcia, ale było. Czułem je za każdym razem, gdy nasz wzrok się krzyżował. Tym bardziej, że nie wykazywał najmniejszej chęci rozmowy ze mną. Czułem jakbym mu tam przeszkadzał ,a nie miałem takiego zamiaru. Ani teraz, ani nigdy więcej.
 - Co? Przecież dopiero co przyszedłeś. – odezwał się Harry, co wcale nie pomogło mojej sytuacji, bo Malik spojrzał na mnie ze swoim perfidnym uśmieszkiem. Wiedział, że to właśnie przez niego unikałem przyjaciół, że to właśnie przez niego teraz idą i nic z tym nie zrobił. Nie powiedział, żebym został. Wydawało mi się nawet, że podoba mu się tak stan rzeczy. Bo przecież nadal miał nade mną kontrolę.
-Tak… Ale wiersz… - starałem się wymyślić dobrą wymówkę. Przecież nie powiem im, że nie mam ochoty siedzieć z Zayn’em, bo mnie wyśmieją i każą się nie wygłupiać. – Przypomniałem sobie, że robię projekt na biologię z Adien’em i musimy się dogadać co i jak. – rzuciłem, walcząc ze sobą, żeby nie spojrzeć na Zayn’a.
 - Aaa – westchnął. – No nic, to pracuj kujonku. – zaśmiał się. – Tylko pamiętaj. Za tydzień wieczorem jesteś wolny. – uśmiechnął się do mnie ruszając brwiami w górę i w dół. Dobrze wiedziałem o co mu chodziło i chyba każdy przy stoliku też się domyślił, bo roześmialiśmy się lekko. Brakowało tylko jednego śmiechu. Zayn chyba nie podzielał dowcipu Hazzy, bo siedział niewzruszony.
- Zobaczę. – rzuciłem w żarcie i trzymając moją tacę w rękach odszedłem od ich stolika.
 
Razem z Adien’em i kumplami z drużyny wszedłem do budynku kręgli. Zawsze fajnie jakaś odmiana od siedzenie przed komputerem lub telewizorem, gadaniem przez komórkę z chłopakami czy bezczynnym leżeniem na łóżku i rozmową z Adien’em. Nie to, że samo towarzystwo chłopaka mnie nudziło, bo wcale tak nie było. Potrafiliśmy gadać godzinami i tematy nam się nie kończyły, ale brakowało mi ludzi. Wyjścia wieczorem to nie to samo co spędzanie wspólnych przerw. Dlatego też wpadłem na pomysł, żeby wybrać się na kręgle. Ku mojemu zadowoleniu wszyscy przyjęli go z nie małym optymizmem.
 Każdy z nas wybrał obuwie zmienne i zaczęliśmy zabawę. Dopiero po trzeciej kolejce zrozumiałem, że może powinienem wybrać coś innego, bo ta gra całkowicie mi nie wychodziła. Podczas gdy koledzy mieli już po dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć punktów, ja kurczowo trzymałem się dziesiątki.
- Cholera.- zaklinałem pod nosem i z nieukrywaną złością obróciłem się w stronę stolika, ustępując miejsca kolejnemu graczowi. Na co znajomi roześmiali się widząc moją niezadowoloną minę. Nie mogłem zrozumieć dlaczego mi to nie wychodzi. Przecież rzucam dobrze tą kulą. Co prawda nie robię później jakiś zawijasów nogą, ale to chyba nie jest konieczne.
- Następnym razem ci się uda. – poklepał mnie po plecach Adien koło którego usiadłem. Spojrzałem na niego nadal poirytowany tym, że udało mi się zbić tylko trzy bilę, kiedy teraz Josh za jednym pchnięciem zbił już sześć. – Po prostu nie masz szczęścia. – mówił patrząc na mnie, walcząc ze sobą, żeby się nie roześmiać. Widziałem to w jego oczach i tym jak ściskał wargi, by nie wkradł się na nie szeroki uśmiech.
 - Niall, wszystkie! – zawołał ucieszony Josh i wyszczerzył się w moją stronę, wskazując ręką na tor gdzie nie było ani jednej stojącej bili.
- On…
- Dobra weź się już roześmiej, bo pękniesz. – powiedziałem do Adien’a, który za pewne znowu chciał powiedzieć, że mam się nie martwić. Z jednej strony było to miłe, że komuś zależało na tym, żeby nie był smutny, a z drugiej wiedziałem, że to naprawdę musi być śmieszne, że tak się tym przejmuję, bo to tylko gra. Jednak chciałem być w tym dobry.
- Dzięki. – roześmiał się. – Nie wiedziałem ile jeszcze wytrzymam. – powiedział przez śmiech i wstał, by iść oddać rzut.
- Tak, bardzo śmieszne. – uśmiechnąłem się lekko i na pożegnanie klepnąłem go w tyłek, co chłopak tylko skomentował szerszym uśmiechem, a ja natychmiastowo się zaczerwieniłem.
Kolejne kolejki wyglądały podobnie, ja zbijałem cztery, góra pięć kręgli, gdy moim koledzy pozbywali się wszystkich. Było to nieco przytłaczające, ale postanowiłem nie zwracać na to uwagi, bo przecież nie we wszystkim trzeba być dobrym i postanowiłem się dobrze bawić. Dopiero pod koniec Adien się nade mną zlitował i zdradził mi jego sekret.
- Wiesz. – zarzucił mi rękę na ramię i szepnął do ucha, w taki sposób, że automatycznie po moim ciele przebiegł dreszcz. Zastanawiałem się co chce mi powiedzieć. Brzmi dosyć poważnie, więc mogłem się spodziewać wszystkiego. – Myślę, że gdybyś toczył kulę, a nie rzucał wychodziło by ci o wiele lepiej. – powiedział cichutko na końcu śmiejąc się lekko, wargami prawie dotykając mojego uch, przez co spiąłem się. Był to pierwszy tak bliski kontakt z chłopakiem odkąd rozstałem się z Malik’iem. Obróciłem twarz w jego stronę i spojrzałem w oczy. Naprawdę sądziłem, że to będzie… no nie wiem, może nieco ważniejsza informacja, a on postanowił mi doradzić jak grać?
Po skończonej grze udaliśmy się do baru, który znajdował się w tym samym budynku. Każdy zamówił dla siebie zestaw składający się z coli, frytek i hamburgera. Czekając na zamówienie umilaliśmy sobie opowiadaniem dowcipów. Atmosfera była naprawdę przyjemna. Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem, którego nie mogliśmy opanować. Dobrze się czułem w ich towarzystwie, jednak nie było to, to samo co z chłopakami.
 Gdy  każdy zjadł już posiłek, szybko zebraliśmy się i gotowi do wyjścia ruszyliśmy w stronę drzwi. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem w nich chłopaków. Nie sądziłem, że ich tu spotkam. Gdy wczoraj rozmawiałem z Lou, wspomniałem coś o kręglach, ale nie myślałem, że też tu przyjdą. Tym bardziej, że nigdy jakoś specjalnie nie mówili, że lubią w nie grać.
- Cześć Niall. – uśmiechnął się szeroko Harry i przywitał się ze mną przyjacielskim uściskiem. Dopiero po chwili odwzajemniłem ten gest co było spowodowane moim zaskoczeniem. Następnie przywitałem się z Lou i Laim’em, a na końcu pocałowałem w policzek Dan, która była uczepiona ręki swojego chłopaka. Ostatni do pomieszczenia wszedł Zayn. Nie wiedziałem jak się zachować. Przytulić go? Podać rękę? Zignorować?
 - Cześć Niall. – odezwał się z niepewnym uśmiechem, rozkwitającym na jego ustach i objął mnie jednym ramieniem, przyciągając do siebie. Nie wiele myśląc zrobiłem krok w jego stroną i również otoczyłem ręką jego ciało. Przez ułamek sekundy, dy byliśmy blisko siebie, zdążyłem przypomnieć sobie wszystkie nasze wspólne momenty. Nasz pierwszy raz, to jak Zayn złapał mnie za rękę na spacerze. W ostatniej chwilą zaciągnąłem się zapachem chłopaka, który tak uwielbiałem i odsunąłem się od niego, czując, że to nasze przywitanie trwa nico dłużej niż powinno.
- Nie wiedzieliśmy, że tu będziesz. – powiedział Liam, patrząc to na mnie to na moich znajomych, którzy również mierzyli ich wzrokiem. Nie przepadli za sobą i to było widać na kilometr.
 - Tak, oczywiście, że nie wiedzieliście. Skąd niby by mieliście? – przytaknąłem patrząc na Lou z wymuszonym uśmiechem na co on tylko wzruszył ramionami. – Właściwie to my już wracamy. – zerknąłem na kolegów, którzy stali obok mnie. – I moja rada toczcie, nie rzucajcie. – dodałem chichocząc pod nosem, a w moje ślady poszła reszta ekipy, z którą spędziłem dzisiejszy wieczór. Przyjaciele spojrzeli na mnie nie do końca wiedząc o co mi chodzi. Harry zmarszczył brwi jakby szukał w tym drugiego dna, ale po chwili odpuścił.
 Zamieniłem z nimi jeszcze kilka słów. Za każdym razem, gdy Zayn spoglądał na mnie, czułem się robię się czerwony i nie mogę powstrzymać lekkiego uśmiechu, który za wszelką cenę chciał znaleźć się na mojej twarzy. Zupełnie jak na początku naszej znajomości, gdy każdy jego gest wywoływał u mnie reakcję zawstydzenia, niepewności i zadowolenia jednocześnie.
 - To ja już lecę. – powiedział i chciałem wyminąć kolegów, bo na zewnątrz czekał na mnie Adien z Josh’em. Mieliśmy razem wracać, a w środku nie chcieli zastawać, bo sądzili, że będzie im za gorąco, chociaż sądzę, że inna była przyczyna opuszczenie kręgielni, gdy tylko pojawili się w niej moim przyjaciel. Nie to, że się ich bali czy coś, po prostu nie przepadali za sobą i pewnie chcieli uniknąć niepotrzebnej kłótni, która mogła by między nimi wyniknąć. Jednak w ostatniej chwili Harry złapał mnie za nadgarstek.
- Zaczekaj. Nie możesz z nami zostać? – zapytał Hazz. – Przecież jeszcze jest wcześnie. – spojrzałem na niego, a on widząc, że nie zamierzam na razie nigdzie wychodzi, puścił moją rękę.
- Tak, ale jestem już tu ponad dwie godziny i jestem trochę zmęczony, a ręka to mi normalnie odpada. – zaśmiałem się, strzepując teatralnie z lewej ręki całe zmęczenie.
 - Przesadzasz. – westchnął Lou i nie licząc się z moimi sprzeciwami pociągnął mnie za sobą w stronę stolików. Nie opierałem się zbytnio, bo i tak nie miałbym większych szans, więc tylko śmiałem się cicho. Fajnie było wiedzieć, ze nadal chcą spędzać ze mną czas. Nawet jeśli wcześniej zachowywałeś się jak totalny kretyn.
- Dobra zaraz wrócę tylko powiem chłopakom, że zostaję. – uśmiechnąłem się do przyjaciół, gdy już zajęliśmy miejsca. – I od razu mówię, ja nie gram! – krzyknąłem do nich w połowie drogi, na co wszyscy podnieśli do góry kciuki, zgadzając się ze mną. Kręcą głową z rozbawieniem, wyszedłem na zewnątrz powiedzieć kolegom, że jeszcze chwilę tu zostanę. Josh nie był zadowolony, bo w końcu nie po to stał na dworze dziesięć minut i czekał na mnie, żeby się dowiedzieć, że jednak z nimi nie wracam. Przeprosiłem go i wytłumaczyłem, że nie planowałem tego i wróciłem do przyjaciół.
- Gdzie Lou i Hazz? – zapytałem, gdy dotarłem do stolika. Nigdzie nie mogłem ich dostrzec.
 - Poszli do ubikacji. – odezwał się Zayn, podnosząc na mnie wzrok ze swojeo buta, którego właśnie skończył sznurować.
- A myślałem, że tylko dziewczyny chodzą razem do ubikacji. - zaśmiałem się, szybko posyłając w stronę Dan przepraszające spojrzenie.
- Cóż... my też nie chodziliśmy tam tylko po to. - uśmiechnął się łobuzersko i wstał z kanapy. Wyminął mnie i poszedł na tor, wybrać kulę, a ja jedyne co mogłem zrobić to odprowadzić do wzrokiem i obserwować jak na próbę sprawdza czy jego wybór był dobry, poprzez zamachnięcie się. Za chwilę dołączyła do niego roześmiana para, a ja zostałem sam przy stoliku i obserwowałem jak przyjaciele się wygłupiają. Nie przeszkadzało mi to, sam widok szczęśliwych przyjaciół sprawiał, że byłem zadowolony. Nawet przez ułamek sekundy, gdy przypomniałem sobie przywitanie z Malik'iem i jego ostatnią wypowiedź, czułem że nasze relację mogą wrócić na dobry tor. Może uda nam się być znowu przyjaciółmi.
Mijały kolejne minuty, a chłopcy nadal nie wracali. Naprawdę zaczynałem mieć dziwne myśl na temat tego co mogą robić w tej toalecie razem. Jednak zaraz szybko jej wyganiałem z mojej głowy, przecież nie byli homoseksualistami. A jeżeli Harry namówił Lou, żeby sprawdzić jak to jest? Przecież tak bardzo tego chciał. Nie... Pewnie wybrali by jakiś przyjemniejsze miejsce niż publiczna toaleta. A jeżeli to nie ich pierwszy raz, a tylko szybkie zaspokojenie przyjemności? Z natłoku nie do końca przyjemnych myśli o przyjaciołach, wyrwał mnie dźwięk mojej komórki. Na wyświetlaczy pojawiła się nazwa 'mama'. Całkowicie zapomniałem, że obiecałem jej, że będę przed 22. Szybko odebrałem i powiedziałem, że zaraz będę.
- Ja już muszę lecieć. Obiecałem mamie, że pomogę jej w opanowaniu Skype. Chce porozmawiać z przyjaciółką z Irlandii. - przewróciłem oczami. Czasami było mi na rękę, że mama nie potrafiła korzystać z komputera, bo miałem do niego cały czas dostęp, bo ojciec miał swój. Jednak zdarzał się też, że żałowałem tego, że nie daje sobie rady z takimi prostymi sprawami jak sprawdzenie konta bankowego, wysłanie e-maila czy właśnie połączenie się z koleżanką przez Skype.
- Jasne, leć. - uśmiechnął się Liam. Szybko pożegnałem się z przyjaciółmi. Dan jak zawsze pocałowałem w policzek, Liam'a przytuliłem, a Zayn'a.... Z rozpędu również go przytuliłem niemalże wpadając na jego ciało. Chłopak jednak stał w miarę twardo na nogach, więc przytrzymał mnie. Zupełnie się nie kontrolując musnąłem wargami jego policzek i wybiegłem z kręgielni. Nie wiem czy to przez to, że bałem się spojrzeć mu teraz w oczy, czy przez to, że naprawdę się spieszyłem.
Ledwo wbiegłem za zakręt, a usłyszałem czyjeś głosy. Z początku nie uznałem tego za nic dziwnego, ale w miarę zbliżania się dostrzegłem trójkę chłopaków. Jeden stał oparty o ścianę plecami, gdy ten drugi trzymał go za kołnierz kurtki. Trzeci zaś stał obok i przyglądał się zaistniałej sytuacji. Zaniepokoiłem się i nie wiele myśląc ruszyłem szybkim krokiem w ich kierunku. Jednak gdy usłyszałem imię Zayn'a w rozmowie tej trójki stanąłem jak wryty. Od razu posklejałem kawałki do kupy. Osoba oparta o murek to był Adien, nad nim stał Harry, a obok nich Lou. Najwyraźniej mnie nie zauważyli, bo dalej prowadzili rozmowę, albo raczej dalej Harry i Lou mówili, a Adien był zmuszany do wysłuchania ich, chociaż nieraz moje uszy zarejestrowały jego głos. Może zachowałem się co najmniej głupi, bo powinienem do nich podejść i jakoś powstrzymać przyjaciół przed tym co zamierzali mu zrobić, ale schowałem się za kontenerem i przysłuchiwałem się ich konwersacji. Wszystko jednak miałem na oku i jeżeli któryś z chłopaków, podniósł by na Adien'a rękę, ruszyłbym mu na ratunek.
- Zrozumiałeś co ci powiedziałem? - warknął Hazz, nieznacznie przysuwając swoją twarz do twarzy Adien'a.
- Chyba sobie żartujesz. Nie będę się was słuchał. Niall ma prawo przyjaźnić się z kim będzie chciał. - odpowiedział pewnie chłopak. Nie rozumiałem o co chodzi. Dlaczego Harry i Louis miałby zabraniać Adien'owi spotykać się ze mną?
- Masz rację, ma prawo się przyjaźnić z kim chce. - pokiwał głową. - I niech na tym zostaną wasze relację. - syknął Styles. - Trzymaj lepiej swoje rączki z dala od niego, bo inaczej...
- Dobra Hazz nie przesadzaj. - wtrącił się Lou, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Po prostu posłuchaj. - zaczął spokojnie najstarszy z naszej grupy. - Zapewne wiesz, że Niall był z Zayn'em. - ciągnął, a ja coraz mniej rozumiałem z tego czego był świadkiem.
- Odpowiadaj do cholery. - Harry potrząsnął chłopakiem tak, że ponownie przeżył bliskie spotkanie ze ścianą.
- Hazz...
- Dobra, już. - powiedział potulnie najmłodszy i puścił Adien'a. Ten jednak nie ruszył się z miejsca, tylko poprawił swoją kurtkę.
- I ok też nie wierzę, że to była wielka.. - zamachnął się rękami. - miłość, ale oni tak uważali i powiem ci szczerze nie wydaje mi się, żebyś miał jakieś większe szanse u Niall'a. Po prostu wybij sobie z głowy, że może cię łączyć z nim kiedykolwiek coś większego niż przyjaźń, bo to się nigdy nie stanie. - wzruszyła ramionami i zapewne uśmiechnął się lekko.
- A to niby czemu? Nie jest już z Zayn'em, a on zachował się jak ostatni kretyn, robiąc to Niall'owi.
- Boże czy ty naprawdę jesteś taki głupi czy tylko udajesz? - wyrwał się Harry, na co został skarcony spojrzeniem Lou i od razu się przymknął.
- Tak Malik czasami robi dziwne rzeczy pod wpływem emocji. Ale nie sądzę, żeby Niall zapomniał o Zayn'ie, a już na pewno Zayn nie zapomniał o Horan'ie, więc się od niego odwal, bo oni prędzej czy później do siebie wrócą. Nie pierwszy, nie ostatni raz. - powiedział Lou z ogromnym spokojem w głosie. - Razem byli szczęśliwi, a oboje są moim przyjaciółmi i osobiście dopilnuję, by nic nie stanęło na drodze do ich szczęście. A już na pewno nie ty. - szturchnął go. - Więc lepiej nas posłuchaj i nie próbuj zgrywać pocieszyciela smutnych i udręczonych, bo i tak ci nie wyjdzie. - powiedział i wyminął go. - Hazz do cholery wracamy! - krzykną do przyjaciela, który ostatni raz postanowił nastraszyć Adien'a energiczne przybliżył twarz w jego stronę, za pewno robiąc wielkie oczy, bo Adien odsunął się szybko do tyłu wpadając na ścianę, przez co Harry roześmiał się głośno i pobiegł do Lou.
Adien odczekał chwilę i ruszył w kierunku swojego domu, a ja stałem za kontenerem na śmieci jak wmurowany i nie mogłem pojąć co właściwie widziałem. 
    

20 komentarzy:

  1. O ku...a! To był szok! Duet Harry&Louis zastraszający Adien'a. Jak zawsze mnie zadziwiłaś.
    Chcesz kończyć opowiadanie jak tu nadal tyle się dzieje. Przemyśl to jeszcze, please.
    Ciekawi mnie co teraz zrobi Niall?
    Czekam na next!

    http://we-london-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. o jaaaa *.* ale akcja! Aż mi się gorąco zrobiło :D Kto by pomyślał, że takie rzeczy będą się dziać kilka rozdziałów przed epilogiem :o no cóż, powiem Ci, że nie masz wyjścia i MUSISZ dodać kolejny rozdział trochę wcześniej niż zawsze :D błagam Cię wręcz o to! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rodział! Naprawdę, to, co wydarzyło się w tej części, było ostatnim, czego się spodziewałam i wyszło Ci GENIALNIE <3 Uwielbiam to, jak piszesz, jestem Twoją fanką <3 Czekam niecierpliwie na kolejny rodział i nowe opowiadanie! Masz już pewnego czytelnika :D

    ~Werka

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja cię kręcę... i ty chcesz to kończyć...Teraz!Zwariowałaś! Jak tu się tyle dzieje. OMG ten rozdział jest zajebjaszczosupermegaextafantastiko :D Matka nie mogę sie doczekać nn :) Daj go jutro najlepiej :P I nie kończ jeszcze uwielbiam twoje opowiadanie i na pewno będę czytać następne. Ale to ono jest chyba moim ulubionym opowiadaniem bromance w necie. I mam do niego taki sentyment, że jak słyszę epilog to, aż mi się płakać chce. A i jeszcze coś jeśli nie zakończysz tego Ziall'a happy end'em znajdę cię i wtedy tego pożałujesz!(tak to jest groźba...)Mam nadzieje, że reszcie też znajdziesz kogoś do kochania. Liam już znalazł, ale zostaje ci jeszcze Louis, Harry i Adien. Oni też maja być szczęśliwi, Zrozumiano!(...to kontynuacja wcześniejszej groźby) :D


    (KOMUNIKAT:Osoba wystawiająca ten komentarz jest uważana przez znajomych za "niepoczytalna", "psychiczną" lub "na ciągłym haju", więc jej groźby i tp. radzimy traktować POWAŻNIE!...KONIEC KOMUNIKATU.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam! Z góry bardzo przepraszam za spam, ale byłoby mi naprawdę bardzo miło, gdybyś zajrzała chociaż na momencik. Niedawno założyłam opowiadanie o świętach, z Zaynem Malikiem w roli głównej. Opowiadanie dopiero startuje. Może opis cię zainteresuje. :)
    W Wigilię Bożego Narodzenia mija dokładnie rok od śmierci matki Amy. Dziewczyna wciąż nie może dojść do siebie po tym wypadku. Jej najbliżsi chcą, aby ponownie stanęła na nogi i nauczyła się żyć na nowo. Amy stawia sobie cel, że nim nadejdzie Wigilia, ona ostatecznie pożegna się z mamą. Jest 18 grudnia, co oznacza, że ma 7 dni, aby to zrobić.
    Serdecznie zapraszam!
    http://ostatnie-pozegnanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. no popierdoliło.! jak mogłaś skończyc w tym momencie. I jak możesz straszyć Adiena?! mojego Adiena. Zayn to egistyczmny skurywsyn który myśli tylko o przyjemności. I chuj mnie ochodzi ze on jest zakochany. Wcale ze nie jest.! on myśli tylko o tym ze jak choran bd go w dupę to będzie mu dobrze. Bo Horana łatwo wykorzystać. Horan z Adienem mają się jeszcze przeruchać. No proszęęęęęę.!

    OdpowiedzUsuń
  8. suuuper nie mogę się doczekać następnego rozdziału
    jestem bardzo ciekawa czy niall wróci do zayna
    powodzenia w pisaniu następnych rodziałów
    ps nie kończ jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  9. dedam x_x jejku jesteś niedobra babsztylu :( wiesz, jak mogłaś zakończyć w takim momencie? i w ogóle... ja na miejscu nialla podbiegłabym tam i zobaczyła jak lou i hazz zareagują, a sądzę, że wymyślili by niezłe wymówki. nie powinni takich rzeczy załatwiać za plecami horana. przecież jest on dość dużym chłopcem, by załatwiać takie sprawy i mam nadzieje, że przy następnym spotkaniu niall im to wygarnie... i nie będzie udawał, że niczego nie widział! bo jeśli tak to niech uważa bo jak tam przyjdę do niego to mu nogi z dupy powyrywam! ale wiesz co? wpadłam na pomysła! buahaha niech będzie gwałt! proszę proszę proszę! nie wiem... może adien zgwałci nialla i on zamknie się w pokoju i ogólnie, nie będzie z nikim rozmawiał.. nie bd nic jeść i np, jak rodzice zadzwonią do któregoś z chłopców i spytają czy coś się stało to oni się zmartwią i przyjdą, a w szczególności zayn! i boniu byłoby tak pięknie, że zayn tak wchodzi do pokoju horana i wiesz... tak podbiega do niego, gdy widzi go takiego prawie jak trupa (no wiesz, podkrążone oczy, podpuchnięte policzki, wychudzony) i tak przytula go, a niall nie pozwala się dotykać bo ma taki uraz po tym wykorzystaniu ^^, jednak zayn nie odpuszcza i blondyn poddaje się i zaczyna płakać *-* ahh się rozmarzyłam... ale no weź, napisz ty wreszcie jakiś gwałt *-* może w nowym opowiadaniu? ^^ oooł yeachh ! xd (wiem jestem dziwna i w ogóle... żal mi mnie xd) okay to mówię, rozdział zajebisty! o.o weź ja też chce tak pisać! :( i wiesz co... uświadomiłam sobie właśnie teraz, że oni na pewno wiedzieli, że niall będzie w tej kręgielni! (ale mam refleks) co za... :/ weź już nie lubię ani zayna ani lou ani hazzy... jedynie liam i danielle przypadają mi do gustu (w miarę) zdecydowanie wolę tą grupkę piłkarzy :o okay kończę xd weny życzę! [possess-my-heart]

    PS. nie wiesz jak się cieszę, że będziesz pisać o zaynie i harrym, którzy zakładają się o miłość nialla *-* jeju, aż normalnie prawie posikałam się z radości xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Zaczynam się bać o twoją psychikę. :d Wszędzie tylko widzisz gwałty, gwałty i gwałty... :)
      Czy to nie byłoby trochę dramatyczne i na pewno nie zmieściłoby mi się w trzech rozdziałach, więc dzięki ale chyba nie skorzystam z twojego pomysłu. To byłoby takie przygnębiające i w ogóle, a postanowiłam, że to opowiadanie takie nie będzie. :)
      Tak, zakładają się o miłość Niall'a :D

      Usuń
    2. haha nie ty jedna się boisz xd ja po prostu lubię czytać o gwałtach :o nie wiem czemu haha. szkoda, że go nie napiszesz, ale wiem, że i tak to co nam stworzysz będzie niesamowicie wspaniałe! *-* nic nie szkodzi, to tylko była moja niepohamowana wyobraźnia i nie musisz korzystać z pomysłów, które mi ona podsyła xd a może w nowym opowiadaniu będzie gwałt?! :o

      Usuń
    3. Nie wiem... To jakieś twoje niespełnione marzenie czy coś? Bo wiesz moja koleżanka kiedyś mi powiedziała, że jest ciekawa jak to jest.
      Kurczę po takich słowach to się boję cokolwiek pisać by cię nie zawieść. :D
      No w nowym nie zaprzeczę. Może gdzieś tam wcisnę seks bez zgody... Zobaczę :d

      Usuń
    4. ty mnie nigdy nie zawodzisz. wszystko co napiszesz zawsze jest dla mnie wspaniałe, i mimo iż nie jest to gwałt jest serio świetne! ohh było by wspaniale :o nie wiem np, jakby harry wygrywał odrobinę ten zakład i zayn by to widział i by był zły bo nie chciałby przegrać dlatego zgwałciłby nialla a ten by później się go bał i na rozkaz malika udawał, że go kocha *_* o jeju znów się zapędziłam xd

      Usuń
    5. A skąd wiesz, że nie chcę by to Harry wygrał ten zakład, hmmm?
      Tak zapędziłaś się. Uznajmy, że to jak potoczy się akcja następnego opowiadania to będzie moja słodka tajemnic. :d

      Usuń
    6. haha to był tylko taki głupi przykład haha wiesz, zawsze później mógłby niall wyznać prawdę harry'emu. i byłby happy end. rozumiem rozumiem, muszę czekać xd albo mogło by być też na odwrót xd że to harry zgwałciłby nialla *-* zrobisz jak uważasz xd

      Usuń
  10. Z jednej strony fajnie, że Harry i Louis tak się o niego martwią, ale z drugiej to po co się wtrącają w jego przyjaźń z Aidenem? Szczerze mówiąc, sama za nim nie przepadam. To dlatego zapewne, że mam wrażenie, iż zaraz on wskoczy mu do łóżka, zaciągnie do łazienki, przeleci w szatni po treningach czy coś takiego. Zayn chyba powoli się ogarnia i bardzo mnie to cieszy. Szkoda, że już chcesz kończyć. Przywiązałam się do tej historii, ale wiem, że nic nie może wiecznie trwać, niestety.
    Czekam na kolejny, jak zwykle!

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział :)
    Ciekawe jak zakończysz to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Okej, teraz to się serio już pogubiłam. Nie mam pojęcia, czyją stronę trzymać. Chyba pozostanę neutralna. Matko boska.

    OdpowiedzUsuń
  13. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHA LOU I HARRY - UWIELBIAM TĄ DWÓJKĘ :D.
    Może to i trochę niegrzecznie z ich strony, ale mi tam się podoba, bo powiedzieli pewne słówka bardzo ważne jak mniemam dla Horan'a <3. No i może Ziall wróci! ♥.
    I ten cmok w policzek OMOMOMOMO *__*. Dobry ruch Niall! :D. A Zayn, przestań się szczerzyć do niego i go onieśmielać ;d. Chociaż to i tak niemożliwe haha ;3.
    No nic nadrobiłam dwa rozdziały - znowu... I stwierdzam, że jak zawsze są świetne! :).
    A co do kolejnego opowiadania to opcja 1 wydaje się bardzo, bardzo kusząca :D.
    No i będzie smutno rozstawać się z tym opowiadaniem :(.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny! :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. O jeny, tego się nie spodziewałam o.O Mimo, że nie przepadam za Adien'em to Harry i Lou powinni pilnować swoich tyłków, a nie wtrącać się w relację Niall'a z nim. I tak moim zdaniem by do niczego nie doszło, a jeśli nawet to Niall miałby potem wyrzuty sumienia czując, że go wykorzystał. A Zayn w końcu zaczyna powoli myśleć głową, a nie inną częścią ciała, co mnie bardzo cieszy ;) No to tyle z moich przemyśleń. Rozdział cudowny i nie mogę uwierzyć, że kończyć, bo to opowiadanie jest po prostu doskonałe <3 Ale wiem, że w końcu i tak musiałoby się to skończyć :/ Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ;D WerAnia17

    OdpowiedzUsuń